Noże składane
Ogallalla zresztą przyglądali się wyłącznie kraterowi. Gdy zaczęło się podziemne drżenie i grzmoty, Old Shatterhand ujrzał swych indiańskich sojuszników mknących ku wodzie. Należało działać. Postawił sztucer przy drzewie, za którym stał i przyłożył do ramienia dwururkową, ciężką, dalekonośną niedźwiedziówkę. Ogallalla odsunęli się od krateru. Tylko dwóch, jak nadmieniliśmy, pozostało przy jeńcach. Wódz podniósł rękę.Poznał wodza. Był to Hang-peh-te-keh, Ciężki Mokasyn, przywódca Siuksów Ogallalla, do których on sam kiedyś należał i od których uciekł. Cóż miał uczynić? Wrócić czym prędzej do jeziora, aby sprowadzić Old Shatterhanda i towarzyszyły? Bynajmniej. Niezwykle śmiała myśl strzeliła mu do głowy. Dosiadł konia i wjechał na podwórzec z najzwyklejszą miną na twarzy. Właśnie przygotowano rzemienie do wiązania czterech białych.
Tayassi! — Bierz tego, a ja wezmę tamtego. W czoła! Apacz mówiąc to przesunął rękę z lewej strony noże składane prawej. — Niech pan powie, co za tajemnice macie z Winnetou? — zapytał Davy. — Nic szczególnego. Powiedziałem Winnetou w narzeczu Apaczów, aby mi pomógł zademonstrować strzał biodrowy. — No, znam to już. Mnie się, niestety, nie udaje, choć nieraz już ćwiczyłem. Wracając do pańskiego przykładu zaznaczę, że trzeba widzieć wywiadowców zanim się do nich strzela. — Naturalnie. — W ciemnościach nocy, w gąszczu? — Tak — Ale przecież nie wysuną się tak, aby ich dostrzeżono! — Hm, może jednak ich widzę. — Do piorunów! Słyszałem wprawdzie, że niektórzy westmani potrafią w ciemnościach dojrzeć oczy skradającego się wroga, Tak... litera-r Hostessa okropna majestatycznie stwierdza blaszane kaloryfery.